23 lutego 2011

Kulinarnie

Minął listopad, potem Święta, z nienacka przyszedł styczeń i luty. Dużo się dzieje i choć nie brak czasu na czytanie, zdecydowanie brakuje go na pisanie ;)
Na półce leżą jedna na drugiej książki w kolejce do czytania - niektóre czekają od Bożego Narodzenia.

Tuż przed Świętami stwierdziłam, że przydałaby mi sie taka "babcina" książka kucharska. Tak, w której napisane jest dokładnie, że barszczu nie wolno doprowadzić do wrzenia, a rodzynki przed dodaniem do ciasta lepiej namoczyć, żeby nie opadły na dno. Wstyd sie przyznać, ale bardzo rzadko gotuję i kulinarnie jestem starszną amatorką.

Zresztą - już jako dziecko utopiłam jajecznice w oleju i przypaliłam kisiel.
Teraz jest co prawda trochę lepiej, ale i tak wiele jeszcze drogi przede mną!

Jednym z prezentów znalezionych pod choinką była książka kucharska Tajemnice kulinarne do A do Z wraz z przepisami na różne okazje (wydana przez Interwers). Co za niespodzianka :) Bardzo jestem z niej zadowolona, bo jest dokladnie taka jak mi trzeba - szczegółowa. Podzielona na działy, z krótkim wstępem. Jest więc np. cały rozdział o rybach, o tym jakie kupować, jak przygotowac, z czym przyrządzać. O plackach, o ciastach, o sosach do sałatek. O pieczeniu w folii aluminiowej, o przyrządzaniu deserów. O robieniu bitej śmietany. O wszystkim.
Jest idealna.
Uzupełniona o własne notatki z pewnością będzie mi służyć długo :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz